piątek, 23 stycznia 2015

Obiektywny miszmasz: Za granicą nie zawsze kolorowo



Hej kochani! Ostatnio u mnie są takie nudy, że chcąc coś dzisiaj napisać o moim życiu poddałam się... Zastanawiam się czy na tym świecie jest większa nudziara niż ja? Chyba nie. Przesypiam pół życia, drugie pół siedzę w szkole i tak 24/7. Jedyną przerwą w tej monotonni są ćwiczenia i widywanie się od czasu do czasu z przyjaciółkami ze Szwecji. Nauka języka daje mi się we znaki i mam go już powoli dość, bo nie wiem czy znacie to uczucie, kiedy im więcej umiecie, tym więcej potrzebujecie i macie potrzebę potrafić jeszcze więcej. Nawiązując do tego zapraszam was na post o tym jak bardzo NIE kolorowo jest polakom za granicą. Niewątpliwie zalet jest dużo więcej ale
negatywy też istnieją. (dzisiaj dużo zdjęć!)



1. Tęsknota- Za krajem, za przyjaciółmi, za starym domem. Uwierzcie mi, że w pewnym momencie zaczyna tego strasznie brakować. Nie mam tu znajomych, ba, mam dwie przyjaciółki i może ze trzy koleżanki na krzyż. Tęskno mi za tym, że mogę po szkole, w której nie lubiłam większości ale i tak z nimi gadałam(tak, za nimi też tęsknie) iść do mojej Merty, potem przyszła by Zezka pokłóciłybyśmy się, ona by się obraziła, zaraz by wróciła, powyzywałybyśmy się, pośmiały, wyżarłabym im całą lodówkę jedzenia i pojechała do domu. Potem przyszłaby do mnie Petra, bo mi się nigdy nie chce ruszyć tyłka, oglądałybyśmy Camerona Dallasa z ślinką cieknącą po twarzy, a potem poszły spać o 3 modląc się, żeby mama rano nas nie ukatrupiła za to, że tłukłyśmy się po nocy w domu. Brakuje mi Pisuara na lekcjach i jego wiecznego bólu głowy, żartów o łysym na angielskim i sraniu w portki przed geografią. Czasem chciałabym wrócić do starych czasów, kiedy wstawałam o szóstej rano i gnałam na autobus u mnie na wsi, żeby dostać się do szkoły w no cóż... trochę większej wsi:) Chciałabym się pokłócić z ludźmi z klasy i obgadywać "pasztety" z młodszych roczników-jak zwyczajna nastolatka. Tutaj tego nie mam. Siedzę całymi przerwami z jedną koleżanką(chwała za nią) ew. plątam się po szkole i kafeterii, już nie ma tej żywiołowej, pyskatej Emilki. Teraz zastąpiła ją 'dama Emilia', która, gdy ktoś podchodzi i zagaduje(miły!) to odwraca głowę z czystym chamstwem. Nie pytajcie dlaczego tak robię... Nie mam pojęcia, to chyba instynkt obronny.

2. Język-Najgorsze co może być czyli bariera językowa. Ja tęsknotę idzie przeżyć, tak nie zdolność do swobodnego porozumienia się między ludźmi zabija. Całe szczęście ja ogarniam angielski i idzie mi się dogadać wszędzie o co mniej więcej chcę ale i tak brakuje mi mądrych słów i takich, które niby są nie potrzebne ale jednak bardzo mi ich brakuje, by czuć się swobodnie w języku. Nauka szwedzkiego trwa, jestem w klasie przygotowawczej i cofnięto mnie rok do tyłu z czego niezmiernie się cieszę, chociaż musiałam o to prosić dyrektorkę. Jak zawsze wam mówię, że nie wolno mieć bólu dupy to jestem trochę hipokrytką, bo patrząc na śmiejące się nastolatki, jedzące razem zakazane w szkole słodycze, chodzące na lekcje i marudzące nawet te flirtujące z chłopakami-żal mi dupę ściska do poziomu hard. Bardzo, bardzo im zazdroszczę, że potrafią język i sama już chcę tak mówić. Całej sprawy nie ułatwia mi fakt, że jestem pod tym względem wstydliwa i nie odezwę się do nikogo obcego po szwedzku, by nie zostać wyśmianą, a to bardzo duży ciężar idący na moją niekorzyść. Wczoraj właśnie miałam załamkę między innymi z tego powodu, jednak może być tylko lepiej! Zebrałam się i lego:D Miejmy nadzieję, że szybko ogarnę podstawy i cisnę z koksem, a wy? Razem ze mną!'


3. Na początku zawsze ciężko... Czyli moi drodzy do Szwecji nie przyjechałam na salony. Mam malusi pokój, malusie mieszkanie, rodzice nie mają własnego pokoju tylko przedzielony od salonu roletami przesuwnymi z Ikei, a Maks ma pokój na zabawki z garderoby. Brzmi strasznie? I tak mamy lepiej niż większość na początkach. Przyjeżdżając tu wiele osób mieszkało w jakiś barakach bez ciepłej wody, ogrzewania, jak im się poszczęściło to w niewyremontowanych mieszkaniach lub w wynajętym kątem pokoju u obcych ludzi. Może nie mam luksusów ale mój pokój coraz bardziej zaczyna przybierać na względach, salon jest ładny i zgrabny, rodzice mają swój kąt tak samo jak i brat. Wszędzie jest czysto i przytulnie za zasługą mojej mamy, która żyły sobie wypruwa sprzątając za nami, za co powinno mi być wstyd i niewątpliwie jest.

Więc kochani Polacy! Podsumowując-wyjeżdżając za granicę Pana Boga za nogi nie łapiecie i jeżeli ktoś przyjeżdża do Polski i opowiada wam cuda niewidy to albo kłamie albo ma niewiarygodne szczęście. Przyjeżdżając tu sama niesamowicie wydoroślałam i stałam się trochę bardziej poukładana, zmobilizowana do pracy. Nie mam lekko ale nie chce przestać się starać, by było lepiej i lepiej. Just keep swimming. Pozdrawiam was cieplutko, choć za oknem u mnie tony śniegu, buziaki, pa! <3


10 komentarzy:

  1. Zawsze zazdrościłam ludziom, którzy wyjeżdżają mieszkać za granicę. Myślałam, że życie od początku jest tam łatwe, dużo kasy, super mieszkanie. Dzięki za ten post, może teraz zacznę doceniać to, co mam:)
    Mam nadzieję, że pokonasz tą barierę językową, powodzenia xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze trzeba starać się doceniać to co mamy, nawet jeśli mamy tego niewiele. :)

      Usuń
  2. Czasem czuję lekką zazdrość pod względem innych zamieszkujących przeróżne kraje. Jednak jestem tego przekonana, że z zewnątrz takie życie wygląda zupełnie inaczej niż wewnątrz samego problemu. Bardzo chciałabym wyjechać do pewnego państwa, ale nie śpieszę się z tą decyzją. Za każdym razem je coraz bardziej sobie ubliżam i jeszcze nie wiem co z tego wyjdzie ;)))

    luvkarolajn.blogspot.com (obserwuję)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekaj, przemyśli i odwiedź to miejsce chociaż ze dwa razy przed wyprowadzką. No i praca, praca praca i mieszkanie bardzo ważne, bez pracy za granicą to porażka! Życzę Ci powodzenia i żeby Ci się poukładało taj jak sobie planujesz.

      Usuń
  3. Moim największym marzeniem jest mieszkanie właśnie w Szwecji, ale właśnie dzięki Tobie zrozumiałam, że muszę docenić to co mam i to jest najważniejsze :)

    W wolnej chwili zapraszam również do mnie. Spodoba Ci się - skomentuj lub zaobserwuj! :)
    sweeet-coookie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I super, może kiedyś spełnisz swoje marzenie, życzę Ci bardzo dużo powodzenia w związku z tym, buziak! <3

      Usuń
  4. Ja najchętniej wyjechałabym już teraz za granicę, ale nie da rady :<
    nataa-liiaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Wlasnie widze ze to wszyscy ta sadza ze jak wyjedzie sie za granice to juz jestesmy bogaci i w ogule. Niestety, tzreba na to najpierw zapracowac. My obie mieszkamy blisko siebie w szwecji, no '' prawie '' :D NIe az tak daleko od siebie z moze 30 min tylko. Ale tak jak Emilia pisze wam tutaj. Ja juz mieszkam dlugo we Szwecji i bardzo jest trudno z poczatku. Nie mysl ze z poczatku wszystko bdziecie miec z nieba.

    http://yagooda.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, dobrze mówisz. Nic z nieba nie spadnie, ani nikt nie pomoże. :)

      ----
      * w ogóle, *Szwecji :)

      Usuń
  6. Niesamowicie trzymam za Ciebie kciuki, i życzę Wam powodzenia!
    Choć nie jestem na tym miejscu co Ty, rozumiem jak może Ci być ciężko.Mam nadzieję, że z czasem będzie tylko lepiej. Zawsze ale to zawsze na początku do czegoś lepszego jest trudno. I Ty na pewno to wiesz.
    Dobrze, że napisałaś tego posta. Uważam, że młode osoby powinny pisać częściej o początkach za granicą aby uzmysłowić tym wszystkim ludziom, że nie wszystko to takie proste i zgrabne. Jak to mówią : pozory mylą :)
    pozdrawiam Cię serdecznie!


    www.my-virtual-skirt.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

~Dziękuję serdecznie za każdy komentarz!
~Usuwam spam
~Szanuję TYLKO konstruktywną krytykę
~Proszę o kulturę słowa